Im oryginalniej, tym gorzej

Coraz częściej spotykam się z okolicznościami, w których kiedy dowiaduję się jak na imię swojemu potomkowi dali jego rodzice chce mi się śmiać. A to najbardziej łagodna reakcja. Nierzadko bywa także, że chce mi się płakać, jestem zdruzgotany, zażenowany, po prostu nie mogę tego pojąć. O stylu się oczywiście nie sprzecza, to co może nie podobać się mnie, pozostali mają prawo uważać za perfekcję – i na odwrót. Sęk jednak w tym, że uważam, że co poniektóre imiona tak głęboko wryte są w naszych głowach, tak jednoznacznie się nam z czymś lub kimś jawią, że sporym wyzwanie jest chrzczenie tak swych pociech, które na dodatek noszą nasze nazwisko. Spotkałem się np. z chłopcem o imieniu Adolf, i paradoksalnie nie był Niemcem. W swoim życiu miałem okazję ścisnąć dłoń Albinowi, który wcale nie posiadał bladej skóry a także Alfonsowi, który notabene zarabiał na życie pracując w czasopiśmie – i nie była to podpucha. W życiu politycznym naszego kraju głośno udzielają się również panowie o słodko brzmiących imionach Maria – jest przecież Pan Rokita oraz prezydent Komorowski – czy wam również coś tu nie gra? Jeśli chodzi o płeć piękną, moja przyjaciółka nazywa się Genowefa i nawet nie pytajcie czy ma na nazwisko Pigwa. Jest również Sonia, która kojarzy mi się z małym, niegroźnym szczurkiem, którego umieszcza się w terrarium, no i Żaklina, której imię ledwo co przechodzi mi przez usta. Myślę, że im dłużej i mocniej rodzice główkują nad imionami dla swych pociech, tym gorsze są tego rezultaty.

This entry was posted on czwartek, Grudzień 8th, 2011 at 06:42 and is filed under Bez kategorii, Hobby. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

 

Leave a Reply